Nurkowanie wrakowe

12 09 2008

Wedle szacunków robionych jeszcze przed II wojną światową na odcinku od Szczecina do Mierzei Wiślanej spoczywać mogą nawet DWA TYSIĄCE wraków! Na mapach szyprów, którzy wożą chętnych na nurkowanie zaznaczonych jest (w najlepszym wypadku) 50 pozycji.

Skaczemy! Wielki plusk i szum bąbelków powietrza dookoła głowy. Potem uczucie szczypania w policzki - zimno. No tak, w Bałtyku jest zawsze zimno, nawet w lipcu woda nie rozpieszcza jak Adriatyk. Ale warto.

Na plecach mam dwie butle – przy nurkowaniach wrakowych dublowanie sprzętu jest więcej niż zalecane. Ubrany jestem w suchy skafander nurkowy (o, jaki ciepły!), mam kamizelkę kompensującą zmiany pływalności i po dwa skomputeryzowane głębokościomierze, latarki i noże. Dodatkową butlę do dekompresji i aparat fotograficzny.

Czuję się trochę jak choinka obwieszona bombkami na święta, ale na szczęście wszystko mam tak poukładane, żeby w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało mi w pływaniu i nie stwarzało żadnego zagrożenia – bo nurkowanie, choć chętnie reklamowane jako łatwe i przyjemne, jest jednak zajęciem niebezpiecznym.

Nie dość, że nasze wraki są świetnie zachowane, to na dodatek są to obiekty historyczne. O ile np. na Florydzie można nurkować w wodzie ciepłej i przejrzystej, o tyle leżące tam wraki są atrakcjami zatopionymi specjalnie dla płetwonurków. Taki troche Disneyland… A u nas leżące na dnie kolosy są niemymi świadkami prawdziwych wydarzeń historycznych. Stąd nurkowanie wrakowe musi fascynować.


Ot, choćby taki Wicher (w pobliżu Jastarnia ) – wrak kontrtorpedowca II RP zatopionego w 1939 r. trzema bombami u wyjścia z portu Marynarki Wojennej na Helu. Po wojnie leżący na głębokości zaledwie 7-15 metrów wrak stał się poligonem dla saperów podwodnych. Dziś jego kadłub jest całkowicie zniszczony, a wokół groźnie sterczących wręg, blach i kotłów porozrzucane są fragmenty wyposażenia okrętu – zdarza się również amunicja.

Godzinę drogi (łódką) od niego na dnie leży wrak Delfina, siostrzanego okrętu słynnego Calypso kapitana Cousteau, na którym swoje przygody odbywał ojciec współczesnego nurkowania swobodnego i jego ekipa w charakterystycznych czerwonych czapeczkach. Do dziś chętnie oglądam jego filmy! Drewniany amerykański trałowiec z tej samej serii co Calypso trafił do polskiej Marynarki Wojennej w 1948 roku. W końcu lat 50. zatopiono go do ćwiczeń dla płetwonurków z oddziałów specjalnych. Dziś może na nim zanurkować każdy wyszkolony nurek.


Opcje

Info